Panika i lęk o dziecko

with 2 komentarze

Wpadłam dziś w panikę. Dziś, jak chyba nigdy dotąd dotarło do mnie, że mam przemożny wpływ na moje dziecko. Mam go zawsze. Niestety także teraz, gdy jestem pogrążona w ciemności…

Wchodziłam właśnie na moją terapię (o tym też będzie) i zadzwonili ze świetlicy w szkole. Maciek ma atak furii. Nie wiem, co czują inne matki w takich chwilach. Ja, słysząc bezradność w głosie pani opiekunki i wrzask mojego dziecka w tle, które woła „nie chcę nic, chcę do domu, do domu, nigdy nic innego” poczułam, że wszystko we mnie runęło… Poczułam, że lecę w dół, w ciemność… jestem ok 45 minut drogi od domu i właśnie stoję w drzwiach mojej terapeutki, do której BARDZO potrzebuje wejść i porozmawiać….

Co byś zrobiła/zrobił?

Myślałam, że wejdę, przeproszę, odwrócę się na pięcie i pobiegnę ratować moje dziecko. Niemal fizycznie czułam jego ból, tęsknotę, cierpienie. Chciałam go mocno przytulić i powiedzieć, że już dobrze. A z tyłu głowy, czy raczej na dnie żołądka…było poczucie winy. Mój odwieczny towarzysz. Wstyd i poczucie odpowiedzialności za tego typu sytuacje, współczucie dla pań, wyrzuty sumienia z powodu Maćka. Bo przecież to przeze mnie! to moje napięcie ostatnich dni, to mój wkurw, ból i cierpienie rzutują na jego malutką dziecinną wrażliwość.

Z tym poczuciem winy, ciążącym mi niemiłosiernie weszłam do gabinetu, żeby powiedzieć, że wychodzę. I zostałam. Targana paniką, lękiem, poczuciem winy, zapadłam się w fotel i po paru minutach poczułam, że to była najlepsza rzecz jaką mogłam zrobić – zadbałam o siebie.

Jestem złą matką? Egoistką? Egocentryczką?

Nie. Jestem zajebistą matką. Bo najpierw zadbałam o własny spokój i komfort psychiczny, aby skutecznie wesprzeć moje dziecko. Dojechałam do szkoły po 90 minutach i wybiegło mi na spotkanie uśmiechnięte dziecko.

Historia ma oczywiście ciąg dalszy. Będziemy intensywnie pracować nad emocjami moimi i Maćka. Kupiłam książkę o radzeniu sobie ze złością i będziemy ją razem czytać i ćwiczyć.

Ale  w tej chwili, czuję przede wszystkim OGROMNĄ WDZIĘCZNOŚĆ dla mojej terapeutki. Dzięki niej, nie zapadłam się całkiem w  ciemność i wsparłam mojego syna jak należy.

2 Odpowiedzi

  1. Perła
    |

    Skąd ja to znam…. Czy będziesz dalej pisać bo niepokoi mnie to, że tak długo nic nie napisałaś. Mam nadzieję, że nic Ci się nie stało, że nic sobie nie zrobiłaś…
    Perła

    • Blog dwubiegunowy
      |

      Witaj! jestem, żyję, jest OK 🙂 Dziękuję Ci bardzo za troskę. Jakoś tak odpadłam na dłuższy czas, nie pisałam,. Ale właśnie biorę się za odświeżanie tego miejsca, więc będę pisać dalej.